12 luty 2012

Dziewczyna z mieczem


(...) W żółtawym świetle jarzeniowych lamp krew na rękach dziewczyny wyglądała na czarną jak smoła. Z jednej strony kontrastowała w ten sposób z bladością skóry, z drugiej nieregularne bryzgi zdawały się pasować do tatuaży pokrywających szczupłe ramiona, jeszcze przed chwilą skrywane pod eleganckim czarnym żakietem. Kilka metrów z tyłu, w powiększającej się z sekundy na sekundę kałuży krwi, leżał, pojękując, atletycznie zbudowany mężczyzna, z głową wykręconą pod nienaturalnym kątem, daremnie próbujący powstrzymać rękami wnętrzności wylewające się z rozciętego brzucha. Spod rozchylonej poły marynarki wystawała rękojeść pistoletu maszynowego, bezczynnie tkwiącego w kaburze. Ciało drugiego mężczyzny spoczywało nieco dalej, w przejściu prowadzącym w stronę windy. Zza zaparkowanego tam samochodu wystawały tylko jego nogi w brązowych pantoflach. Prawa stopa drgała spazmatycznie, drapiąc obcasem betonową posadzkę. On również nie zdążył dobyć broni.

Podziemny parking zamienił się w jatkę.

W swoim życiu Matsu widział niejedną śmierć. Jak każdy tokijski yakuza traktował trupy niczym stopnie na schodach wiodących w stronę kariery: musiał po nich kroczyć, żeby dostać się na szczyt. Zabójstwa, nawet najbardziej okrutne i krwawe, nie wywierały na nim żadnego wrażenia. Mimo to był teraz jak sparaliżowany. Bezradnie stał nieruchomo z szeroko otwartymi oczami i drżącymi kolanami, oparty plecami o drzwi limuzyny, z przerażeniem wpatrując się w stalową klingę wymierzoną w jego stronę. Cienki papieros ze złotym ustnikiem, którego nie zdążył zapalić, wypadł z wpółotwartych, zmartwiałych ust i potoczył po szarym betonie w stronę zabójczyni, prosto pod jej stopy.

Przez moment oboje spoglądali sobie w oczy. Gangster spodziewał się zobaczyć uśmiech tryumfu i satysfakcji, ale ku jego zaskoczeniu, dziewczyna nie uśmiechała się wcale. Przeciwnie: była spokojna i skupiona, a w czarnych jak węgiel oczach nie kryło się nic poza chłodną, profesjonalną obojętnością. „Już po mnie!” – zawył w duchu, obserwując, jak smukłe dłonie przesuwają się wolno na rękojeści miecza. Kiedy zakrwawione ostrze złowieszczo uniosło się w górę, zrozumiał, że jeśli w tej chwili nic nie zrobi, to w następnej będzie trupem. Gdyby tylko udało mu się sięgnąć pod pachę, gdzie w kaburze tkwiła półautomatyczna Beretta! Wystarczyłby jeden ruch...

– Poczekaj, pogadajmy – wychrypiał przez suche jak popiół gardło, próbując odwrócić uwagę zabójczyni. – Nie wiem kto ci zlecił tę robotę, ale obiecuję, że zapłacę dziesięć razy tyle! Chcesz pieniędzy? Powiedz, ile! Milion? Dwa? Więcej? Dam ci...

Widział, że to na nic, że w ogóle go nie słuchała, ale wtedy zdarzył się cud w postaci charakterystycznego dzwonka otwierających się drzwi windy. Ktoś właśnie zjechał do garażu! Wzrok dziewczyny powędrował w bok zaledwie na ułamek sekundy, ale to wystarczyło. Żaden samurajski miecz nigdy nie będzie szybszy od kuli. Gangster błyskawicznie sięgnął za pazuchę, wyprostował rękę i bez celowania, bo z tej odległości nie sposób było chybić, nacisnął spust i... nic się nie stało. Pistolet nie wypalił. Nie zdążył.

Niczym na zwolnionym filmie zaskoczony Matsu zobaczył, jak jego dłoń zaciśnięta na rękojeści pistoletu na moment zawisa w powietrzu, po czym ulatuje w bok, gładko odcięta od przedramienia. „Nic nie boli” – zdumiony zdążył pomyśleć, zanim następny cios zdjął mu głowę z karku. (...)”

(ilustracja: Hideyoshi Ruwwe)